Jolanta Kosowska
Dwóch przyjaciół, lekarzy, którym przyszło żyć i pracować w dwóch różnych krajach, spotyka się po latach w dramatycznych okolicznościach. Kiedyś łączyło ich wiele, a dzieliła miłość do tej samej kobiety...


Aktualności

Dlaczego Portugalia tak często wraca w moich książkach?

Czasami czytelnicy pytają mnie, dlaczego tak często wracam w swoich książkach do Portugalii. Dlaczego akcja dzieje się właśnie tam. Dlaczego Porto, Madera albo małe portugalskie miasteczka pojawiają się w kolejnych historiach. Odpowiedź jest właściwie bardzo prosta.
Czasami czytelnicy pytają mnie, dlaczego tak często wracam w swoich książkach do Portugalii. Dlaczego akcja dzieje się właśnie tam. Dlaczego Porto, Madera albo małe portugalskie miasteczka pojawiają się w kolejnych historiach. Odpowiedź jest właściwie bardzo prosta.

Piszę o miejscach, które znam i które coś we mnie zostawiły.

Takich, które zdążyły mnie czymś zachwycić, zaskoczyć albo po prostu zostać w pamięci. Muszę wiedzieć, jak wygląda o poranku. Jak pachnie po deszczu. Jak brzmi wieczorem, kiedy turyści wracają do hoteli, a mieszkańcy zaczynają swoje zwyczajne życie. Dopiero wtedy miejsce staje się dla mnie prawdziwe.

Portugalia od początku miała w sobie coś, co bardzo mnie przyciągało.
Nie chodzi nawet o zabytki czy widoki. Bardziej o atmosferę. O sposób życia. O ludzi, którzy potrafią usiąść przy kawie i nigdzie się nie spieszyć.

Pamiętam jeden z pierwszych wieczorów w Porto… Spędziłam go z znajomą na nabrzeżu w dzielnicy Ribeira nad rzeką Douro. Usiedliśmy na pomoście obok przycumowanych łodzi. Było już późno. Ruch na rzec prawie ustał. W wodach Douro odbijał się księżyc. Srebrne smugi drżały na każdej fali. Podświetlony most Ludwika wyglądał niesamowicie, a odbijające się w rzece światła domów wydawały się rozlanym na jej powierzchni ciekłym złotem. W tle za naszymi plecami jakiś chłopak śpiewał portugalskie piosenki. Z restauracji po prawej stronie dochodziły dźwięki fado, Przy wejściu na most, ktoś grał na skrzypcach. Wsłuchiwałam się w dźwięki, wpatrywałam w widok przed sobą, odpoczywałam. Myśli zwolniły i się uporządkowały. Całą sobą chłonęłam atmosferę tego miasta.

Bardzo często podróż w moich książkach nie jest tylko zmianą miejsca. Bohaterowie wyjeżdżają wtedy, kiedy coś się w ich życiu komplikuje. Kiedy muszą podjąć decyzję albo zmierzyć się z czymś, od czego wcześniej uciekali. Nowe miejsce pozwala im spojrzeć na własne życie z trochę innej perspektywy.
Tak było w „Pocztówkach z Portugalii”, tak było w „Maderze” i później w „Szalonym Porto”. Każda z tych historii potrzebowała właśnie takiego miejsca.

Bo Porto czy Madera nigdy nie były dla mnie tylko dekoracją.

Moi bohaterowie spacerują tymi samymi ulicami, patrzą na ten sam ocean i próbują odnaleźć odpowiedzi na swoje pytania właśnie tam.
Madera zresztą zachwyciła mnie zupełnie inaczej niż Porto…Ona zachwyca swoim spokojem. Wawrzynowy las z kilkusetletnimi drzewami, których kształty pobudzają wyobraźnie, a wyłaniając się z mgły wyglądają jak toczące walkę potwory. Zachody słońca obserwowane ze szczytów gór, kiedy stoisz ponad chmurami, a one nagle płoną złotem. Smak zupy pomidorowo- cebulowej, która pchnie czosnkiem i bazylią, gorące bolo do caco podawane z masłem czosnkowym. Niesamowite, zapierając dech w klatce piersiowej widoki. Przylądek świętego Wawrzyńska o wschodzie słońca. Dziesiątki kilometrów przewędrowane wzdłuż lewad, drzewo szczęcie, spadające na drogę wodospady… Legenda goni legendę, tajemnica tajemnicę. Z dnia na dzień coraz bardziej wtapiasz się w klimat wyspy i nagle masz wrażenie, że stajesz się jej częścią, że skradła twoje serca, że już zawsze będziesz za nią tęsknić. Coś niesamowitego!
Czasami dostaję wiadomości od czytelników, którzy po przeczytaniu moich książek pojechali później do Portugalii. Piszą, że odnaleźli miejsca, które opisywałam. Że spacerowali tymi samymi uliczkami albo siedzieli w kawiarniach, o których wspominałam w książkach. To zawsze sprawia mi ogromną radość.


I chyba właśnie dlatego Portugalia tak często wraca do moich książek. Nie dlatego, że to planuję.
Po prostu są miejsca, które zostają z nami na długo. A później, zupełnie naturalnie, odnajdują drogę do kolejnych opowieści.